|
1.Geneza firmy.Jest wiosna roku 1995. Stasia i Marysia - moja żona, jadą do Sambora na Ukrainie
pohandlować ciuchami. W pociągu poznają panią Oleksandrę Horodecką /Lesię/ - nauczycielkę
Szkoły Zawodowej w Dobromilu na Ukrainie. Nauczycielkę tę zapraszają do siebie przy okazji
następnego pobytu w Polsce. W niespełna tydzień po tym, Lesia wraz ze swoją koleżanką
przyjeżdżają do Czarnej w Bieszczadach/ gdzie mieszkaliśmy/. Zatrzymały się na noc u Stasi
/naszej sąsiadki/. Akurat znalazłem się na rencie chorobowej. Przydałaby się jakaś praca
w ograniczonym zakresie, tym bardziej, że podjąłem starania o zarejestrowanie firmy
koszykarstwa wiklinowego i trzeba mi było rąk do pracy. Na moją prośbę Lesia zobowiązała się
porozmawiać ze swoim dyrektorem. Po niedługim czasie otrzymałem pozytywną odpowiedź. 2. Rozpoczęcie działalniści.Rozpoczęły się 96 przygotowania do rozruchu firmy. W czerwcu 1996 r. odbył się pierwszy
kurs koszykarski w Samborze na Ukrainie. Uczestniczyło w nim 14 osób, z których cztery podjęły
pracę w przyszłej firmie. Z naborem ludzi do pracy było niezwykle trudno: Brak nawyków
dyscyplinarnych a z pojęcia "Pracy od podstaw", społeczeństwo ukraińskie zostało wyzute.
1996.07.02 Zarejestrowaliśmy firmę jako Prywatne Przedsiębiorstwu Firmy "LOZA" w Chyrowie
na Ukrainie. Nastąpiło intensywne pozyskiwanie dziko rosnącej wikliny do nauki przyszłych
pracowników i do przyszłej produkcji. Pozyskiwaniem wikliny zajmowała się rodzina p. Myrona i ja.
Odbywało się to bardzo prymitywnymi metodami jak cięcie nożami i sekatorami wikliny, oraz jej
korowanie za pomocą gwoździ wbitych w deskę. 3. Produkcja.Produkcję rozpoczęto od wyplatania koszyczków do szklanek w kompletach z tackami
i koszyczków do chleba. Przeszkoleni pracownicy wykonywali produkcje we własnych
mieszkaniach. Stosunek pracy nie był uregulowany ze względu na brak doświadczenia i rutyny
pracy koszykarzy. Należało włożyć wiele wysiłku w kierunku zmiany mentalności pracowników,
dla, których ważniejsza była praca na własnych działkach przy uprawie ziemniaków, jak dająca
o wiele większe dochody praca przy produkcji wikliniarskiej. Problemem było też powszechne
bumelanctwo, alkoholizm i kradzieże tak materiałów, jak i gotowych wyrobów. Rosnące
zainteresowanie wyrobami wiklinowymi przy braku doświadczenia naszych koszykarzy, wymusiło
na Myronie konieczność uzupełniania asortymentu wyrobów po przez zakupywanie niektórych
z nich w polskim Rudniku n/Sanem. Z Rudnika też należało przywozić wiklinę do produkcji, gdyż
miejscowa dziko rosnąca nie spełniała wymogów rynku. Potrzebne były wyroby wykonane
z wikliny szlachetnej, której na Ukrainie nie było. Przewóz wyrobów i wikliny przez granicę
stwarzało nie lada problem. Dużo pieniędzy i gotowych wyrobów należało przeznaczyć dla
skorumpowanych ukraińskich pograniczników i celników. Po przez polski Ośrodek Doradztwa
Rolniczego w Iwoniczu uzyskałem dostęp do sadzonek wikliny "amerykanki". Sadzonki
nielegalnie przewoziłem na Ukrainę. W Chyrowie założyliśmy pierwszą 0,5 ha, plantację wikliny.
Praca na plantacji wykonywana była ręcznie przez członków rodziny i przeze mnie. Pierwsze zbiory
były mizerne, nie mniej jednak w następnych latach udało się plantację poszerzyć do 2 ha. 4. Dzień dzisiejszyCały czas trwało szkolenie nowych koszykarzy. Zwiększał się też asortyment 5 i jakość
wykonywanych wyrobów. Powoli wchodziliśmy na rynek najpierw lokalny potem lwowski,
samborski, użgorodzki. Co dziwne wyroby naszej firmy podbiły rynek w Użgorodzie pomimo dużych
tradycji koszykarstwa zakarpackiego? Nasza produkcja była wykonywana ze szlachetnej odmiany
wikliny zwanej "amerykanką" a także przewyższała jakością zakarpackie wyroby. Koszty
produkcji były i są dosyć wysokie, na co niewątpliwie na wpływ korupcja wszelkiej maści
urzędników. W pięcioletnią rocznicę, licząc od pierwszego kursu, w Samborze, odbyła się miła
uroczystość, na której zasłużonym pracownikom wręczono dyplomy i drobne upominki. W roku
2000 stosunek pracy z niektórymi pracownikami został uregulowany. Pracowników zgrupowano
w jednym miejscu w wydzierżawionym obiekcie po inkubatorze drobiu. Warunki pracy były
b.trudne a zwłaszcza zimą. Nie było wody bieżącej. Woda w moczarkach zamarzała. 5. Budowa nowych obiektów i przenosiny.Na początku 2001 r. Myron postanowił zbudować własne obiekty, do których przeniesie
się firmę. W między czasie Myron wybudował piec z kotłem do gotowania wikliny. Wzięto się ostro
do pracy. Większość niefachowych prac wykonano siłami rodziny. W listopadzie 2002r. nastąpiły
przenosiny do nowych obiektów. Siedziba firmy jest na wskroś nowoczesna z ciekawym
rozwiązaniem ogrzewania. Trzy ogromne pomieszczenia o powierzchni....m2 zapewniają przy
obecnej ilości pracowników(tu podać ilość) bardzo dobre warunki pracy. Studnia specjalnie
wykopana ma zapewnić bieżącą wodę. Jest osobne pomieszczenie do moczenia wikliny. Zadbano
też o warunki specjalne, gdzie pracownicy mogą sobie przygotować posiłek i go spożyć. Jednak
zwiększająca się produkcja wymusi niebawem wyszkolenie następnych pracowników i pracę na
firmie trzeba będzie ustawić na dwie zmiany. 6. Podsumowanie.Niezwykły upór o ogromna wola samo realizowania się przy pragmatyźmie Myrona i jego małżonki Teresy, oraz moim mistycyźmie, dały niespodziewane wyniki. Nastąpił wspaniały rozwój firmy, której produkcja zasłynęła z dobrej jakości. Wyroby naszej firmy znajdują nabywców w całej Ukrainie od Lwowa po przez Odessę po Dombas a także po za granicami w Moskwie, Jarosławiu i na Syberii. Jakość wyrobów doceniana jest przez polskie środowisko wikliniarzy. A wszystko to za przyczyną dwóch ludzi, którzy przypadli sobie do serca pomimo tak przecież odmiennych charakterach. Aby jednak coś istniało musi nastąpić połączenia ciała i duszy. To właśnie nastąpiło. Wynik tego mariażu został wyżej opisany. Wzdów 30 kwiecień 2003 r. Zdzisław Kwasek |